Recenzja: Hobonichi – notatnik od planerowego giganta

Hobonichi to japoński gigant papierniczego świata. Jak prezentuje się notatnik od producenta najpopularniejszego kalendarza?

Angie
📅 2 sierpnia 2025
⏱️ 8 minut czytania

Hobonichi to jedna z takich firm, którą znają chyba wszyscy choć trochę interesujący się „papierem”. Ich kalendarze i planery są w czołówce najpopularniejszych modeli na świecie. Jak sprawuje się ich notanik z papierem Tomoe River?

Hobonichi

Hobonichi to japońska marka znana przede wszystkim z produkcji wysokiej jakości planerów i notatników, a jej pełna nazwa to Hobonichi Techo. Marka powstała w 2001 roku jako część projektu redakcyjnego prowadzona przez znanego japońskiego eseistę i twórcę multimedialnego Shigesato Itoi.

W swoich notatnikach i planerach korzystają oni z papieru Tomoe River, chyba najpopularniejszego papieru na świecie! A przynajmniej w świecie fanatyków wiecznych piór.

Notatnik Hobonichi Graph

Ten notatnik to była miłość od pierwszego wejrzenia, która dość szybko znacznie się pogłębiła. A wszystko to oczywiście przez okładkę. Kocham góry, te skaliste. Mroźne i przytłaczające. Jest w nich coś majestatycznego, musice przyznać.

Po kliknięciu w szczegóły na stronie JetPens, okazało się, że łańcuch górski na okładce to Denali. Góry, na które planuję patrzeć codziennie z kuchennego okna (jak widoczność pozwoli) przez drugą część swojego dorosłego życia. I chociaż Alaska pojawiła się w moich planach na przyszłość dość niedawno, jest tam już niezmiennie od trzech lat. Więc. Sami rozumiecie. I mój chłopak też zrozumiał, bo kupił mi ten notatnik na urodziny.

Jeszcze przed otwarciem go więc, był on naznaczony ogromną wartością sentymentalną i niemniejszymi oczekiwaniami. To w końcu Hobonichi!

Notatnik jest lekki, ma tekturową pokrytą cieńką warstwą folii okładkę z przepięknym nadrukiem w odcieniach niebieskiego i bieli. Do tego grzbiet oklejony ciut ciemniejszym kolorem. Jest idealnie rozmiaru A5 i ma 144 strony w środku, zapełnione drobną kratką. Wyklejka jest kremowa, a poza tłoczeniami na okładce, nie znajdziemy w nim nic więcej. Ani wstążki, ani kieszonki, ani zamknięcia. Bardzo ascetyczny to notes. Prosty i minimalistyczny, ale bez wątpienia efektowny.

Bez problemu otwiera się na płasko i pyta, czy mogę go w końcu zrecenzować. No dobrze.

Papier

Tomoe River to japoński papier, który charakteryzuje się bardzo niską gramaturą. Oryginalnie był on używany do drukowania Biblii i dopiero w późniejszym czasie pojawiły się kolejne warianty tego papieru, różniące się od siebie gramaturą, która wciąż pozostaje w dość niskim zakresie – od 25 gsm po 84 gsm (źródło). Najpopularniejsze gramatury to 52 gsm i 68 gsm, w białym i kremowym odcieniu.

Papier ten uwielbiany jest przez entuzjastów piór wiecznych, bo charakteryzuje się on niską wchłanialnością atramentu. Dzięki temu jest w stanie wydobyć znacznie ciekawsze kolory z atramentów, szczególnie tych cieniujących.

W recenzowanym dzisiaj notatniku Hobonichi do czynienia mamy z jeszcze cieńszym papierem Tomoe River niż najpopularniejsze modele, bo jego gramatura to zaledwie 47 gsm.

Papier jest biały i bardzo gładki w dotyku. Ktoś pewnie powiedziałby, że satynowy, chociaż ja nie przepadam za takimi słowami. Zadruk na kartkach jest drobny, bo to kratka o rozstawie 4 milimetrów, która (co ciekawe) zmienia kolor dzieląc notatnik na cztery sekcje. Samą różnicę dość łatwo przeoczyć, a linie będą w kolorach: czerwonym, niebieskim, zielonym i fioletowym. Jak się dobrze przypatrzycie, zobaczycie też, że nie są to linie ciągłe, a przerywane.

Same kartki mają minimalnie zaokrąglone rogi i są idealnie formatu A5.

Media wykorzystane w testach papieru:

  1. Tesla Coil, Birmingham Pen Company, TWSBI Eco M
  2. Bookkeeper’s Brass, Ferris Wheel Press, TWSBI Eco M
  3. Open Sea Atrium, Ferris Wheel Press, TWSBI Eco M
  4. Leadcast Letters, Ferris Wheel Press, TWSBI Eco M
  5. Rotted Cork, Birmingham Ink Company, Kaweco Sport M
  6. Pilot G-2 0.7
  7. Zebra Sarasa R 0.4
  8. Tombow Fudenosuke
  9. Sakura Koi Brush
  10. Edding 1340 Brush
  11. Stabilo Point 88 0.4
  12. 2in1 fineliner
  13. 2in1 mazak
  14. Steadtler Textsurfer zakreślacz
  15. Morandi Retro Color zakreślacz
  16. Sharpie S-note zakreślacz
  17. Monami Essentisoft zakreślacz
  18. Lamy Tipo (pióro kulkowe)
  19. marker Sharpie

Przebicia? Zdarzyły w przypadku Sharpie (oczywiste) i pióra kulkowego Lamy Tipo. Oba nie są w tym zestawieniu niespodzianką. Wielkim zaskoczeniem jest jednak długopis żelowy Zebra Sarasa, który też przebił! W kwestii prześwitów jest jednak znacznie gorzej. Szczerze powiedziałabym nawet, że jest to bardzo dalekie od mojej strefy komfortu. Kolejny raz mam ochotę powiedzieć, że nie lubię Tomoe River (i nie rozumiem jego fenomenu) i no… nawet piękna okładka tego notatnika nie jest w stanie zmienić mojego zdania o tym papierze.

Może i wyciąga on z atramentu „ciut więcej”, ale czy jest to warte konieczności pisania na co drugiej stronie? Dla mnie nie. Cieniowane jest fajne, sheen jest fajny, ale jestem w stanie zobaczyć go też w innych notatnikach, bez potrzeby marnowania połowy dostępnego w nim miejsca.

Samo pisanie jednak jest przyjemne, pióra i długopisy po nim suną, chociaż (znowu szukam problemów!) długopisy żelowe zostawiają w papierze odgniecenie widoczne nawet na następnej kartce. Nie stronie.

Szczegóły

Cena24 USD (około 88 PLN)
FormatA5, 21 x 14.9 cm
Papierbiały, 47 gsm
Waga280 g
Liczba stron144
Liniaturakratka 4mm lub gładki
Zamknięciebrak
Materiał okładkisztywna tektura
Dodatkowa kieszeńnie
Tasiemkinie
Numerowane stronynie

Zastosowanie

Próbowałam (dwa razy) napisać w tym notatniku list do mojego przyszłego męża. Wybrałam imponujący atrament, taki o wysokim cieniowaniu i połysku, zatankowałam w któreś pióro ze stalówką M i zabrałam się do pisania. I psioczyłam. Za każdym razem. Pod nosem, i na papierze też, na te pierońskie prześwity. Ja wiem, że powinnam się ich spodziewać. Że nie ma cudów, bo papier ten jest jedynie trzykrotnie grubszy niż papier toaletowy i bliżej mu do kalki, niż do Nuuny, w której codziennie piszę pamiętnik.

Powiedziałabym, że może będzie idealny do pisania ołówkiem, ale to przecież bez sensu. Musicie więc (tak jak ja) zagłuszyć ten kawałek mózgu, który chciałby zapełnić maczkiem każdą linijkę każdej strony, zamiast tego pisząc tylko po jednej jego stronie, bo inaczej odbiorca nie odczyta (komfortowo) zostawionych tam słów. Jeśli myślicie, że jasny atrament byłby rozwiązaniem — wątpię. Ostatni list pisałam Russet Typecase, karmelowym pomarańczem, który na drugiej stronie wyglądał na znacznie ciemniejszy.

Do czego zużyję swój? Przez piękną okładkę nie zostawię go na półce, wśród notatników już-niekochanych, nigdy-niekochany lub jeszcze-niekochanych. Zostaje mi więc znaleźć mu zastosowanie, najlepiej takie, które wykorzysta jego atuty, czyli związane z atramentami. Co myślicie więc o czymś na kształt atramentowo-piórowego „dzienniczka”, gdzie robić będę małą próbkę atramentu i napiszę świeżo-zatankowanym piórem, co się w nim znajduje? W ten sposób nie pomylę na szybko atramentów i relatywnie-szybko znajdę pióro, którym chcę aktualnie pisać. To chyba dobry pomysł.

Chętnie pisałabym w nim pamiętnik, albo kolejne listy, ale to doświadczenie jest niestety nie na moje siły.

Wrażenia

Na ten moment wiecie już chyba wszystko o mojej opinii na temat tego notatnika. Jest on przygotowany z myślą o bardzo specyficznej grupie odbiorców (fanach papieru Tomoe River) i raczej nie ma szans, że przypadnie do gustu komuś, kto już wcześniej miał z tym papierem problem. A szkoda, bo jak wspomniałam na początku, sam notes, jego okładka i okoliczności trafienia na moje biurko, sprawiały, że chciałam go kochać całym sercem. Nosić w plecaku ze sobą każdego dnia i wyjmować, by zanotować cokolwiek, byle wszyscy widzieli, jak piękny mam notatnik. Nie dzisiaj.

Zalety

  • w porządku cena
  • wysoka jakość wykonania
  • fajny poręczny format i waga
  • kratki o rozstawie 4 mm
  • śliczna okładka
  • papier Tomoe River wydobywa „więcej” z atramentów

Wady

  • wysokie prześwity
  • przebicia zdarzają się nawet przy długopisach żelowych
  • brak kieszonki, tasiemki i zamknięcia

Gdzie kupić

Mój egzemplarz kupiony był na JetPens, gdzie dostępna jest bardzo szeroka gama tych notesów. Od różnych okładek, przez inny format, każdy pewnie znajdzie coś dla siebie. (JetPens wysyła do Polski, koszt tego przedsięwzięcia jest… znośny). W Polsce czasem pojawiają się w sklepie Pióromaniak, ale z większym powodzeniem znajdziecie je na Escribo. Cena w polskiej dystrybucji to około 93 PLN za notatnik w rozmiarze A5. Całkiem sensownie!

Angie

Ma więcej pustych notatników niż par skarpetek i zdecydowanie częściej kupuje nowe. Kocha niemieckie marki (haha) i powoli dorasta do niebieskiego atramentu.

Chcecie być na bieżąco z nowościami?

Zapiszcie się na nasz newsletter! W środku oprócz najnowszych wpisów znajdziecie też czasem kody zniżkowe, zapowiedzi konkursów i wcześniejsze informacje o nadchodzących recenzjach.