Papergang — subskrypcja uroczych artykułów piśmienniczych

Papergang to mocno reklamowana subskrypcja dla fanów artykułów biurowych, przygotowana przez Ohh Deer. Ja trafiłam tam właśnie z reklamy na Facebooku i w okolicach Black Friday postanowiłam się skusić. Mam dwa pudełka, omówimy więc sobie ich zawartość i porozmawiamy, czy warto.

O marce: Ohh Deer / Papergang

Ohh Deer to brytyjska firma założona w 2011 roku. Zajmuje się ona głównie produkcją kartek okolicznościowych, przyborów piśmienniczych oraz prezentowych gadżetów. Oprócz Papergang, posiada jeszcze drugą, podobną usługę, Artful, w której znajdziemy przybory dla plastyków, a każde pudełko zaprezentuje inną technikę —aktualnie tusz, w przeszłości np. linoryt.

Teoria

Każde pudełko Papergang to minimum cztery przedmioty. Wśród nich znajdować się mogą notatniki oraz wszelkiej maści przydasie. Nie ma żadnej gwarancji zawartości, czyli żaden typ przedmiotu nie jest gwarantowany. Pudełka przygotowywane są przy współpracy z jednym artystą, więc mamy pewność, że wszystko będzie się ze sobą ładnie prezentować. Wartość przedmiotów w środku to pomiędzy 20 a 40 funtów.

Za każde sprzedane cztery pudełka firma sadzi jedno drzewo, a zapisując się na subskrypcję zaczynacie zbierać punkty, które w przyszłości obniżą cenę zamówień.

Cena: 14 GBP + wysyłka, 3.95 GBP (całość około 91 PLN)
Częstotliwość: 1 pudełko na miesiąc

Zapisując się na dłuższy okres (3, 6 i 12 miesięcy do wyboru) skorzystacie z promocyjnej ceny, która szczerze mówiąc, średnio zachęca — kwartalna subskrypcja to oszczędność 1,5 GBP (50 pensów mniej na pudełku), czyli niecałe 8 PLN. Przy najdłuższym okresie zobowiązania płacimy 2 funty mniej za każde pudełko.

Pokaż kotku, co masz w środku

Zajrzyjmy w moje dwa pudełka. Zamówienie na Black Friday to „mystery box” za 21 funtów, w którym znaleźć się miały dwa stare pudełka. Mi trafiły się pudełka numer 55 oraz 46. Najpierw zerkniemy na pudełko numer 55.

Papergang: Boho Witch

Autorką tej edycji jest Jessica Forgie. Pudełko zaprezentowane zostało w październiku 2020 i w dołączonej do niego ulotce czytamy, że Jessica zasiliła zespół Ohh Deer niecały rok wcześniej. Następnie mamy mini-wywiad o tym, czym inspirowała się autorka przy tworzeniu tych ilustracji oraz jej ulubione media.

W skład pudełka wchodzą:

Wrażenia

Ten zestaw jest bardzo zgrabny. Pieczątki mogą być przydatne, choć prywatnie nie są bliskie mojemu sercu. Notatnik jest raczej średni, szczególnie fakt, że pierwsza strona w nim jest pogięta i źle wycięta. To błąd, zdarza się. Kropki z rozstawem co 5 mm (typowym) przy tak małym formacie to średni wybór i trochę pójście na łatwiznę. Zerknijcie jeszcze, jak wielkie są same kropki! Papier jest niezły, po Berylu nie widać na drugiej stronie ani śladu. Papeteria jest świetna. Zeszycik z wyrywanymi kartkami jest pokryty liniami, a koperty mają dość niecodzienny kształt i są po prostu prześliczne. Taśma washi sprawia wrażenie bardziej gumowej, niż papierowej, ale też prezentuje się bardzo ładnie. Pocztówki i pieczątki są zgrabne, ładnie wykonane i klimatyczne.

Papergang: Go With The Flow

Autorką ilustracji jest Amy Lesko. Pudełko zgarnąć można było w grudniu 2019. W broszurce czytamy, że to ostatnia jej praca dla Ohh Deer, przed wyruszeniem na nieznane wody działania na własną rękę. Trochę funkowy, zabawny i mocno różowy box! Co znajdziemy w środku?

Wrażenia

Tutaj nie wygląda to już tak „różowo”. Nie jestem fanką różu, szczególnie w takich ilościach. Samo pudełko sprawia wrażenie bardzo pustego, szczególnie w porównaniu z tym, co było w drugim zestawie. Planer jest taki-se. Wypełniony po brzegi gotowym miejscem na notatki, drobne rysunki, listy to-do, i tak dalej. Kartki są mocno różowe, nie delikatnie, tylko tak faktycznie różowe. Spirala na której się znajduje jest ogromna. Wiem, że znajdą się ludzie, do których to trafi, ale raczej nie jest to ta sama grupa odbiorców co zestaw wyżej. Długopisy są wzorowane na przeźroczystych Muji, są żelowe i mają końcówkę 0.5 mm. Kolory są ładne i wyraziste. Karteczki jak karteczki. Bez problemu można pomyśleć, że to ma być smutna minka, więc łatwo zmienić przekaz notatki pisząc do góry nogami. Naklejki minimalnie rozczarowują. Po pierwsze, nie są różowe, a beżowe, a cztery arkusze zawierają dokładnie te same naklejki.

Czy warto?

Gdyby „Go with the Flow” był moim jedynym pudełkiem Papergang, byłabym koszmarnie zawiedzona i odradzałabym subkrypcję. Gdyby to „Boho Witch” była jedynym, polecałabym ile wlezie. Cena nie odstrasza, jeśli pomyślimy, że to notatniczek i sporawy zestaw papeterii (o którą wciąż ciężko). Do tego te stemple i pocztówki! Cudownie.

Mając w rękach oba uświadamiam sobie, że subskrypcje to loteria. Bez gwarancji choć jednego typu zawartości, ciężko się w jakiś tam sposób nie rozczarować. Wizualna rozpiętość pomiędzy pojedynczymi kolekcjami jest też ogromna.

Z zaskakujących i rozczarowujących rzeczy, Papergang to subskrypcja skierowana mocno do kobiet. Po co? Nigdy nie zrozumiem.

Na pytanie czy warto musicie odpowiedzieć sobie sami. Ja mam wciąż mieszane uczucia, na tyle, że wiem, że prawdopodobnie nie kupię ich drugi raz — głównie dlatego, że losowość zawartości jest trochę zbyt duża. Mam na swoim koncie już kilka takich pudełek i zawsze wiedziałam mniej-więcej na co się piszę.

Angelika

Angelika

Ma więcej pustych notatników niż par skarpetek i zdecydowanie częściej kupuje nowe. Kocha niemieckie marki (haha) i powoli dorasta do niebieskiego atramentu.

Podobne wpisy

Sprawdź, co jeszcze mamy ciekawego!

Polecamy