Zettelkasten z bliska — o katalogowanych notatkach

O Zettelkasten pisałam w naszym poradniku Jak robić notatki. Patrząc po reakcjach, tą właśnie metodę uznaliście za najciekawszą. Mnie koncepcja fiszek też zafascynowała, więc oto jestem, z pełnym wpisem o Zettelkasten. Jeśli nie wiecie, o co chodzi, koniecznie sprawdźcie najpierw podlinkowany wyżej wpis.

Mój Zettelkasten

Od napisania tamtego wpisu myślałam, o czym powinien być mój Zettelkasten. W ramach „sztuki dla sztuki” rozważałam rozpisanie świata Harry’ego Pottera oraz użycie tego do tworzenia mojego „uniwersum” informacji o opowiadaniach, które chciałabym napisać. Metoda luźnych fiszek z pojedynczymi notatkami pozwala przecież na mnóstwo wolności — nie wymaga chronologii, nie wymaga bohaterów (przynajmniej w pierwszej chwili). Dzięki niej możemy opisać miejsce, czy wydarzenie, a charakterystykę postaci dopisać później. Na „pod-karteczkach” dopisujemy detale, jeden tu, drugi tam, dodając wszystkiemu głębi.

Fajnym zastosowaniem dla Zettelkasten mogą być też przepisy! Tagi i główne notatki to odpowiednio kluczowe składniki i posiłki, a pojedyncze notatki to przepisy. Dzięki powiązanym notatkom możecie grupować „dodatki” z głównym daniem, czy grupować przepisy na specjalne okazje.

Kocham tę koncepcję i na pewno użyję jej w najbliższej przyszłości, jednak na użytek tego bloga szukałam czegoś, co nadal będzie fajne do zbierania, a nie będzie zawierało spoilerów. Wymyśliłam więc: folklor, mity, legendy oraz fantastyczne stworzenia pogrupowane według kontynentów i później krajów. Czy to nie cudowny pomysł? Na pierwszy ogień poszła Afryka, bo jej dookoła najmniej.

Na moich fiszkach zobaczycie przeplatany angielski z polskim w zależności od źródeł, z których pochodzą informacje. Tłumaczenie tego wszystkiego to zabawa na inny dzień.

„Kategorie” i tagi

O ile tagi są podstawą Zettelkasten, o tyle kategorie to już moja interpretacja. Pierwszą notatką jest więc „Afrykański folklor”, oznaczam ją literką A. To moja kategoria, gdzie pojedyncze postacie i historie będą miały oznaczenia startujące od danej litery.

Pojedyncza fiszka w Zettelkasten

Pod A/1, A/2, itd. mam pojedyncze notatki. Hasło plus kilka zdań opisu. W lewym górnym rogu znajduje się numer katalogowy, po prawej tagi (słownie). W centralnej części oczywiście opis i na dole miejsce na powiązane notatki. Źródło przeniosłam do lewego dolnego rogu, żeby nie zabierać sobie potencjalnego miejsca na opis.

Tagi

Oryginalnie na fiszkach Zettelkasten nie ma kolorów, ale postanowiłam to akurat trochę zmienić. Kartki z tagami mam obklejone na krawędziach taśmą washi, mam też marker z tego koloru na samej fiszce. Dzięki temu bardzo ładnie to wygląda i ułatwia przeglądanie. Pozwoli to też na troszkę większy bałagan przy przechowywaniu. Według założenia, żebyśmy zawsze mogli znaleźć potrzebną notatkę, trzeba je trzymać w kolejności, którą zakłada nasz indeks.

Źródła

Po zrobieniu kilku fiszek i spotkaniach z kilkoma źródłami, uznałam, że najlepiej będzie przygotować na źródła osobną karteczkę. Obok nazwy na fiszkach z notatkami wpisuję więc numer cyfrą rzymską, który prowadzi do detali dotyczących książki (autor, rok wydania i wydawnictwo). W przypadku strony internetowej jest to tylko adres.

Czego używam

Trochę zajęło mi zabranie się za własny Zettelkasten. Fiszki dotarły kilka tygodni temu, a pomysł kilkanaście dni później. Usiadłam do nich jednak dopiero w zeszły weekend, wypełniłam kilka i zaczęłam szukać źródeł do dalszego uzupełniania. Bo wiecie, z mitami afrykańskimi nie jest tak łatwo!

Fiszki

Zastanawiałam się trochę nad tym, jakie karteczki kupić. Nie chciałam robić ich sama z kartek A4, bo wiedziałam, że nigdy nie będą dostatecznie równe. Poszukiwania sztywnego papieru to też dodatkowa kwestia. Fakt, że nie chciałam gładkich jeszcze bardziej wszystko komplikował.

Zdecydowałam się na najprostsze karty indeksowe Herlitza w rozmiarze A6. Za sto sztuk zapłaciłam na Amazonie niecałe 2 euro.

Karty indeksowe Herlitz w kratkę

Kusiły mnie też bardzo karty indeksowe Foglietto, jednak ostatecznie zdrowy rozsądek wygrał i nie zapłaciłam 18 funtów za 120 karteczek w rozmiarze A7. Nie zmienia to jednak faktu, że są śliczne. Może kiedyś! Tylko już na inny Zettelkasten.

W teorii fiszki można zrobić samemu, w praktyce… nie polecam. Fiszki z Herlitza mają bardzo wysoką gramaturę (ponad 200 gsm) i są sztywne. Pozwala im to „istnieć” jako pojedyncze sztuki. To bardzo ważne, żeby były trwałe. Kolejnym dość istotnym punktem jest zadruk karteczek. Jeśli zastanowimy się, jak ciężko jest dorwać karton w linie lub kratę… zdecydowanie lepiej kupić gotowe. Na Allegro w tej chwili znajdziecie żółte karteczki w kratkę lub białe w linie, a za 100 sztuk A6 trzeba zapłacić niecałe 7 PLN. Do wyboru są też inne rozmiary.

Taśmy washi

Ten mój drobny dodatek naprawdę się sprawdza i ułatwia szukanie. Jeśli więc chcę wyciągnąć wszystkie historie o syrenach, rzucam się na karteczki z błękitnym oznaczeniem. Banalne!

Specjalnie używam tu najprostszych taśm, jednokolorowych i matowych, które łatwo będzie dokupić, gdyby się skończyły. Pozwala to też na logiczny color-coding, gdzie znów wyciągnę syreny — niebieski to kolor wody, prawda? Nie zawsze się to uda, ale warto skorzystać tam, gdzie to ma sens.

Przechowywanie

To punkt, który jeszcze muszę rozwiązać. Kupowane w Internecie fiszki często zapięte są na kółku, co umożliwia swobodne przeglądanie oraz trzyma karteczki zawsze razem. To ciekawy pomysł, choć oczywiście tylko na początek, gdy nie mamy tych karteczek kilkaset.

Aktualnie karteczki przechowuję w plastikowym pudełku z IKEI. Nie jest idealne, ale nie przychodzi mi do głowy nic innego. Z czasem na pewno poszukam czegoś odpowiedniejszego.

Przeglądając sklepy można jednak znaleźć trochę lepszych rozwiązań w bardzo różnych cenach. Za najtańsze zapłacimy około 20 PLN, droższa półka to wydatek powyżej 120 PLN. Sam wybór może nie jest ogromny, ale zdecydowanie jest. Część pojemników będzie miała przegródki i przekładki, inne będą miały ciekawsze kolory czy subtelniejszy wygląd. Użyty przeze mnie sposób indeksowania — zaczynający się od litery, świetnie odnajdzie się w pojemnikach, które mają literowe przegródki.

Na początek (i na później też!) spokojnie wystarczy pudełko. Zrobienie czegoś podobnego jak ostatnie w galerii nie wymaga specjalnych zdolności artystycznych. Może na coś takiego się pokuszę?


Bardzo mnie cieszy „zabawa” w takie notatki. Nie mogę się doczekać, aż moja biblioteczka zacznie rosnąć. Obiecuję, że będziecie ją co jakiś czas widywać na Instagramie.

Koniecznie dajcie znać, jak wy byście używali Zettelkasten! A może już wiecie i planujecie?

Angelika

Angelika

Ma więcej pustych notatników niż par skarpetek i zdecydowanie częściej kupuje nowe. Kocha niemieckie marki (haha) i powoli dorasta do niebieskiego atramentu.

Podobne wpisy

Sprawdź, co jeszcze mamy ciekawego!

Polecamy