Stare kalendarze i ich nowe życie

Czytacie tytuł i zastanawiacie się „co”? Już śpieszę wyjaśnić.

Gdy zaczynałam swoją przygodę z kalendarzami, szukałam rozwiązań, które nie obciążą za bardzo mojego budżetu. Pierwszym kalendarzem, którego faktycznie używałam było coś nie-markowego, upolowanego Empiku z tygodniowym minimalistycznym układem. Rok później kupiłam swojego pierwszego Leuchtturma i stamtąd już równią pochyłą w kierunku „kolekcjonowania” notatników.

Jednym z ciekawszych kalendarzy, na które trafiam szukając wtedy tego idealnego, był zestaw z Moleskine’a składający się z 12 malutkich zeszycików — po jednym na każdy miesiąc. Wydatek powyżej 130 PLN wciąż mnie jednak trochę bolał.

Kilka lat później, gdy moje finanse wyglądały lepiej, powiedziałam sobie: w tym roku go wreszcie kupię. I to był właśnie rok, gdy Moleskine stwierdził, że już go nie robią. Co? Miałam więc dwie opcje: odrzucić moje marzenia o nim lub kupić starszy model. Wybrałam bramkę numer dwa i pod koniec 2018 roku kupiłam kalendarz na 2017.

Użyję go w 2023.

Jak działają stare kalendarze?

Mamy 7 dni tygodnia i co cztery lata rok przestępny. Takie zmienne sprawiają, że układ kalendarzy co jakiś czas się powtarza. Jeśli mamy szczęście będzie to 6 lat, jeśli mamy go trochę mniej 11, albo… aż 28. Sprawdzić to można szybko na różnych stronach internetowych, ja korzystam z tej.

Zgodzą się tam dni tygodnia i rozkład miesięcy. Fazy księżyca i święta rozjadą się raczej na pewno, ale to i tak całkiem sporo do odzyskania. Zdecydowanie łatwiej używać taki kalendarz niż przypadkowego roku, gdy dni tygodnia się nie zgadzają.

Jeśli myślicie sobie, że to świetny pomysł, by zapisać kalendarze z 2020, które leżały puste — muszę Was zmartwić. Przez rok przestępny taki sam układ pojawi się dopiero w 2048 roku! Auć. Taka sytuacja dotyczyć będzie niestety każdego roku przestępnego.

Po co?

To chyba najważniejsze pytanie.

Po pierwsze: może, tak jak w moim przypadku, kalendarz, którego tak naprawdę chcecie, nie jest już produkowany? Jeśli na bookdepository wciąż latają pojedyncze ostatnie sztuki, może warto się skusić?

Po drugie: ogólnie używanie starych kalendarzy sprzyja ekologii. Szczególnie, jeśli taki kalendarz zalega nam na półce. Nie pytajcie, ale sama mam na półce 5 kalendarzy Moleskine’a na 2017 (ktoś chce? Pytam serio), oprócz tego upatrzonego, kupionego specjalnie.

Po trzecie: bo czemu nie? Stary kalendarz może być tym waszym punktem wejścia w kalendarze. Kosztuje on zawsze mniej niż nowy na bieżący rok, a nadal może zmotywować do kontaktu z papierem i samego pamiętania, by go codziennie uzupełniać.

Wskazówki

Jeśli uważacie, że to niegłupi pomysł, takich starych kalendarzy możecie szukać w księgarniach. Raczej nie znajdą się one na oficjalnych stronach producentów, nawet jeśli zalegają gdzieś na magazynie. Choć może nie zaszkodzi spytać?

Na Allegro wciąż jest trochę kalendarzy z poprzednich lat, w tym nawet markowych, jak Paperblanks. Amazon (.de) też nie zawodzi i można tam nawet upolować zeszłoroczny kalendarz Moleskine’a z Alicją w Krainie Czarów za niewiele ponad 8 euro.

Z kalendarzem z dziennym układem będzie najłatwiej, nawet jeśli dni tygodni się nie zgadzają. Codziennie patrzymy tylko na jedną stronę, możemy ewentualnie przekreślić nazwę dnia i wpisać poprawną. Przy tygodniowych układach jest to już o wiele trudniejsze — niedopasowany dniami tygodnia kalendarz z takim układem często będzie miał mniej miejsca na sobotę i niedzielę, które teraz wcale nie będą weekendem! Zmiana rozkładówki w trakcie tygodnia też nie brzmi najprzyjaźniej.

Wszystko jednak zależy od chęci i potrzeb. Mi wciąż smutno patrzeć na kalendarze, które kupiłam i nie zużyłam, więc będę starać się użyć je w następnych latach do tych prywatnych rzeczy — do pracy używam bardzo konkretnego układu.

Chcecie być na bieżąco z nowościami?
Angelika

Angelika

Ma więcej pustych notatników niż par skarpetek i zdecydowanie częściej kupuje nowe. Kocha niemieckie marki (haha) i powoli dorasta do niebieskiego atramentu.

Podobne wpisy

Sprawdź, co jeszcze mamy ciekawego!

Polecamy