Recenzja: Pan Planer – planer chyba idealny

Pan Planer to była miłość od pierwszego wejrzenia. Gdy tylko zobaczyłam, że powstał nieco przerośnięty, młodszy brat Pana Kalendarza, od razu dodałam go na wishlistę. Jako redakcja skontaktowałyśmy się z producentem, by móc go przetestować i… Udało się! Pana Planera posiadam w domu dzięki uprzejmości Pana Kalendarza, który też sam dotarł do mnie w przesyłce. Dziękuję!

O marce Pan Kalendarz

Pan Kalendarz, czyli artystyczny kalendarz kieszonkowy, powstaje co roku od 2013. Jest tworem grupy znajomych designerów (Ola Dębniak-Gocławska i Paulina Rek-Gromulska z Cuda Wianki Studio oraz Joanna Walczykowska i Mateusz Kowalski z Oku miłe). W tym roku (2021) portfolio marki powiększyło się o kolejny produkt. Tym razem jest to duży i bardziej uniwersalny Pan Planer, czyli planer bez dat.

Noś go ze sobą wszędzie, gnieć, składaj na pół żeby się zmieścił do kieszeni, maż po nim i wydzieraj kartki, zalewaj winem i kawą, owijaj nim kiełbasę na piknik z ukochaną/ukochanym…jednym słowem nie oszczędzaj go! – piszą autorzy na swojej stronie.

O Panu Planerze i o Panu Kalendarzu

Choć głównym bohaterem recenzji jest Pan Planer, nie sposób nie wspomnieć o Panu Kalendarzu i ich delikatnie ze sobą porównać — są to w końcu produkty jednej marki.

Najpierw rozpakowałam Pana Kalendarza, bo wiedziałam, co pięknego czeka mnie w środku, a potem dopiero sięgnęłam po Pana Planera. Ten od pierwszego dotknięcia onieśmielił mnie powagą i dostojnością. Obydwa są wykonane bardzo starannie i mimo różnic wyraźnie widać, że wyszły z tej samej fabryki. Za pierwsze wrażenie daję najwyższą możliwą ocenę. Patrzyłam i myślałam, że nie ma w tych produktach nic, do czego mogłabym się przyczepić. Nic się nie strzępi, papier jest ładnie przycięty, okładki minimalistyczne, ale bardzo stylowe. Bez żadnego problemu i konieczności wyginania i planer, i kalendarz, otwierają się na płasko.

Pan Kalendarz

Od kilku lat pojawia się w sprzedaży i co rok zachwyca swoich już nie tylko klientów, ale wręcz fanów. Każda edycja kalendarza jest inna. Pojawiają się nowe, niepowtarzalne okładki oraz motywy miesięcy. Smaczkiem w Panu Kalendarzu jest różnorodność – każdy miesiąc ma inny motyw przewodni i wygląda zupełnie inaczej pod względem nie tylko designu, ale również liniatury. To, co nie zmienia się, to układ kalendarza. Jest to układ tygodniowy wertykalny, czyli posiada cały tydzień na dwóch stronach. W przyszłym roku (2022) czeka nas edycja jubileuszowa.

Pan Planer

To nowy produkt, dlatego nie mamy porównania z poprzednimi edycjami i nie wiemy też, jaka będzie kolejna. To planer bez dat, czyli kalendarz, który możemy dostosować do siebie pod wieloma względami. Pan Planer (165×230 mm) jest mniejszy niż ustandaryzowany format B5 (176×250 mm), posiada 168 stron o lekko kremowym kolorze i gramaturze 115 gsm. Okładka również jest papierowa. Występuje w trzech kolorach i oprócz różowego, który dotarł do mnie, są jeszcze planery w kolorze niebieskim oraz zielonym. Papier okładki posiada gramaturę 300 gsm i jest na tyle sztywny, by nie obawiać się o jego szybkie uszkodzenie. W środku znajdują się gotowe tabelki z rozkładówkami, ale także strony w kropki na notatki, czy z tabelami o różnych układach.

Na końcu zaś znajdziemy kilka stron zadrukowanych list z perforacją — czekających na wyrwanie i schowanie w kieszeń. Za nimi znajdziemy również kopertę na drobiazgi, a całość Pana Planera zamykana jest na gumkę.

Pan Planer – test papieru i rozkładówek

Zostawmy na tym etapie Pana Kalendarza i skupmy się na głównym bohaterze. Testy planera bedą nieco inne, niż nasze typowe recenzje notatników. Przeprowadziłam standardowe testy papieru, ale w tego typu produkcie ważne jest coś jeszcze. Całym rdzeniem planera, i jego użyteczności, jest środek. Co więc znajdziemy w środku? Przejrzyjmy planer strona po stronie.

Widok miesięczny

Na pierwszych kartkach znajdują się kolumny miesięczne. Sześć takich samych kolumn do samodzielnego podpisania na dwóch stronach. Łącznie na rozkładówce pół roku. Takich stron jest aż sześć, co daje możliwość rozplanowania 18 miesięcy, czyli półtora roku. Podpowiem od razu, że planer nie posiada rozkładówek tygodniowych na tak długi czas, dlatego to świetna wiadomość dla tych, którzy porzucają swoje kalendarze. Nie tylko część tygodniowa wybaczy dziury w planowaniu, ale także miesięczna.

Co więcej, jeśli nie przeszkadza nam numeracja do 31, to miejsce może służyć za listy – można wpisać tam cokolwiek, listę zakupów albo ulubionych ras piesków, nikt tego nie sprawdza, słowo PaperLovers ✌️. A na poważnie – naprawdę można tam wpisać wszystko. Niby nic odkrywczego, ale układ bardzo zachęca do korzystania z niego w nietypowy sposób.

Po widoku miesięcznym znajduje się kilka kartek zadrukowanych w bardzo delikatne kropeczki. Dobre miejsce na luźne notatki. Zarówno z przodu, jak i z tyłu sekcji, znajdują się przekładki w kolorze przewodnim notatnika z nadrukowanymi ozdobami w postaci słów z przodu i tajemniczych znaków z tyłu.

Widok tygodniowy

Zaraz po notatkach zaczynają się rozkładówki z planem tygodnia, która, jak nazwa wskazuje, znajdują się na dwóch sąsiadujących ze sobą stronach. Na samej górze mamy do zaznaczenia numer miesiąca, a każdy dzień tygodnia ma miejsce na wpisanie dnia miesiąca. To, co jest niezwykle przydatne, to podzielenie jednego tygodnia na trzy wiersze. Można je zagospodarować wedle uznania. Są duże i wygodne, a w każdym polu znajdują się lekko nadrukowane kropeczki. Ja podzieliłam je na kategorie – pracę zawodową, dom oraz bloga. Równie dobrze można je podzielić na inne sposoby, chociażby na przedziały godzinowe lub projekty. Ważne jest, by zwrócić uwagę, że trzeci wiersz nie posiada soboty, a niedziela zajmuje tylko jedno pole. Ja tego nie dostrzegłam od razu i dzięki temu sobotę mam wolną od zadań na bloga. Myślę, że druga połowa redakcji to zrozumie, bo przecież nie mam gdzie ich wpisać! 😉

Na szczególną uwagę zasługuje nieprzerwany ciąg tabel tygodniowych. Jest to wg mnie największa zaleta, ponieważ dzięki temu zabiegowi żadna strona się nie zmarnuje. Większość planerów ma układy, które posiadają rozkładówki miesięczne co 4-5 tygodni. Co jeśli planer będziemy prowadzić tylko przez tydzień albo dwa w miesiącu? Strony się zmarnują, powstanie chaos, a właściciel może mieć poczucie winy, że znowu się nie udało i stracić motywację. A nie chodzi o to, by porzucać planer, tylko żeby bez poczucia winy do niego wracać zawsze, gdy jest taka potrzeba.

Pod układem tygodniowym znajduje się puste miejsce bez liniatury. Gładką przestrzeń można dowolnie przeznaczyć na notatki lub małe szkice. Cała rozkładówka ma ramkę o grubości 5 mm, co mnie osobiście bardzo przypadło do gustu.

Tabele

Po przekładce z piękną grafiką za rozkładem tygodniowym znajdują się tabele. Po prostu tabele. Proste, nieopisane i w czterech różnorodnych konfiguracjach. W takiej tabeli może znaleźć się wszystko na co tylko mamy ochotę. Patrząc na nie widzę kilka możliwych zastosowań, które znam z BuJo: planer posiłków, future log, plany finansowe lub listy wydatków, czy rozkładówka roczna. Ale może to być również miejsce do prowadzenia dziennika wdzięczności, dziennika terapii, planowania roku akademickiego, podróży, kupionych roślin… Możliwości jest naprawdę wiele!

Listy z perforacją

Po kolejnej przekładce znajdują się check-listy. Listy posiadają dwa motywy różniące się interlinią, a co za tym idzie, liczbą punktów do wpisania. Są specjalnie umieszczone, by je móc wyrwać i korzystać z nich poza planerem. Na zakupy nie chodzę z papierową listą, ale na pewno z nich skorzystam podczas najbliższego pakowania się na podróż, bo w tym temacie jestem tradycjonalistką. Nie wyjeżdżam i nie pakuję się bez kartki i ołówka. Listy są jednostronne, a z drugiej strony jest puste miejsce na wpisanie tytułu oraz jakieś notatki.

Na tylnej okładce znajduje się standardowa koperta na drobiazgi.

Test papieru

115 gsm to porządna gramatura, jak na planer. Papier, jaki został wykorzystany to Munken. Być może Wam nic to nie powie, ale jest to papier bardzo (bardzo!) lubiany przez nas i zauważamy, że na rynku pojawia się coraz więcej produktów z jakimś rodzajem Munkena w środku (lub ogólnie z papierami Arctic Paper).

Papier jest bezdrzewny, ma lekko kremowy odcień i nie jest niczym powlekany. W dotyku nie jest ani gładki, ani przesadnie szorstki, ale nie przeszkadza to podczas pisania ani długopisami, ani piórem. Tak jak wszystkie Munkeny, posiada certyfikat FSC.


Tworząc swoją rozkładówkę w tabelach użyłam akrylografów Archer & Olive. To pisaki z farbą akrylową, na które nałożyłam napisy przy użyciu białego Gelly Rolla. Ponadto przeprowadziłam standardowy test używając:

  1. Lady Rose Ferris Wheel Press w piórze Kaweco Sport ze stalówką B,
  2. Czarnego atramentu Kaweco w piórze Kaweco Sport ze stalówką F,
  3. Fioletowego Gelly Rolla z serii Moonlight,
  4. Arabian Nights od Diamine w piórze Lamy Safari ze stalówką M,
  5. Cienkopisu Pentel Pointliner 0.8 mm
  6. Clean Color Dot w odcieniu Denim
  7. Długopisu olejowy Leuchtturm1917 Drehgriffel z niebieskim wkładem
  8. Cienkopis czerwony od Faber-Castell
  9. Fioletowy brushpen Ecoline
  10. Clean Color Dot w odcieniu Salmon
  11. Złoty metaliczny Clean Color Dot
  12. Fioletowy brushpen Pentel Touch
  13. Złoty brushpen Zebra Mildliner Brush
  14. Fioletowy zakreślacz Zebra Mildliner
  15. Fioletowy brushpen Zig Brushables

Jest bardzo dobrze! Pojawiły się lekkie przebicia podczas używania kropkopisów Clean Color Dot, ale w mojej opinii nie przeszkadzają one w codziennym użyciu. Podczas tworzenia pojedynczych kropek przebił tylko ciemnoniebieski, natomiast podczas pisania różowym kolorem jak brushpenem pojawił się znaczny ślad na drugiej stronie. Takiego wyniku nie ma żaden inny brushpen. Pióra natomiast radzą sobie świetnie, zarówno z grubą, jak i cienką stalówką. Użyte przeze mnie akrylografy lekko pofalowały fragment papieru, na który zostały nałożone, jednak to normalna reakcja.

Zastosowanie

To świetny planer. Znajdzie zastosowanie zarówno u osób, które systematycznie planują, jak i u osób, które mają w zwyczaju zapominać o kalendarzach lub potrzebują ich tylko czasami. Pan Planer nie boi się porzucenia, ponieważ w każdej chwili można do niego wrócić bez straty ani jednej rozkładówki. Tabele pozwalają na dowolną konfigurację i dostosowanie ich całkowicie dla siebie. Cieszę się, że miałam okazję przetestować i zrozumieć, jak można działać w Panu Planerze, bo znajomość produktu ze zdjęć nie pozwoliłaby mi na polecenie. A ten planer szczerze polecam.

Jesteś osobą, która:

  • ma tendencję do porzucania kalendarzy,
  • nie lubi pustych stron, które się marnują,
  • chciałaby planować po swojemu, ale nie ma cierpliwości do rysowania tabelek i prowadzenia Bullet Journala,
    …a mimo to chciałaby posiadać planer?

Pan Planer jest właśnie dla Ciebie 🙂

Szczegóły

Cena120 PLN
Formatpomniejszone B5, 165×230 mm
Papierkremowy, 115 gsm
Waga430 g
Liczba stron168
Liniaturagłównie kropki
Zamknięciegumka
Materiał okładkitektura, 300 gsm
Dodatkowa kieszeńtak
Tasiemki1
Numerowane stronynie

Podsumowanie

Nie znam innego, tak przemyślanego planera na polskim rynku, który jest dostępny od ręki za naprawdę przystępną cenę. Mogę mieć jedynie obawy, że tekturowa okładka może się z biegiem czasu zniszczyć. W ramach testu próbowałam trochę uszkodzić ją i wygiąć imitując normalne zużycie, ale była niewzruszona. Zobaczymy, co czas przyniesie i chętnie napiszę aktualizację za pół roku. Pan Planer to jeden z niewielu produktów, które otrzymałam na testy, a z których wiem, że będę korzystać.

Gdzie kupić

Najlepiej na oficjalnej stronie Pana Kalendarza lub u któregoś z retailerów.

Chcecie być na bieżąco z nowościami?

Zapiszcie się na nasz cotygodniowy newsletter! W środku oprócz najnowszych wpisów znajdziecie też czasem kody zniżkowe, zapowiedzi konkursów i wcześniejsze informacje o nadchodzących recenzjach.

Magda

Od dzieciństwa chciała mieć najładniejsze zeszyty w klasie i najwięcej kolorów flamastrów. Niestety zadowolenie ze szkolnych produktów minęło bardzo szybko i od tamtej pory poszukuje tego jedynego. Na jej biurku oprócz notesów, znajdziesz też kilka piór, kilkanaście zakreślaczy, dziesiątki brush penów i setki karteczek.

Podobne wpisy

Sprawdź, co jeszcze mamy ciekawego!

Polecamy

Logo Sklep FC